czwartek, 11 września 2014

SORRY

Okej, cóż.. Wiem, że jest kilka (może z 2) osób które to czytają, a raczej czytały.. Dawno nie dodałam nowych postów, wiem.. Ale to dlatego, że nie umiem już pisać o One Direction. Nigdy nie byłam jakąś wielką directioner, ale jednak bardziej się nimi interesowałam, ale najwyraźniej ta 'pasja' się wypaliła.. Po prostu mnie już zbytnio nie interesują. Oops.
ZA TO: piszę innego bloga, dokładniej o 5sos. O moich ukochanych czterech pozytywnie popierdzielonych austalijczykach ♥
Także, serdecznie zapraszam i przepraszam jeśli was zawiodłam ;(

niedziela, 23 marca 2014

6◇The end and the beginning.

- Hejka! - krzyknął Niall, który otworzył nam drzwi. 
- Cześć. - odpowiedziałam.
- Oops, ktoś tu nie ma humoru.. - zauważył blondyn. 
- No trochę. - powiedziałam i walnęłam się na kanapę w salonie.
- Co jej się stało? - słyszałam jak Niall szepnął.
- Lepiej idź z nią pogadaj, a nie do mnie szepczesz - odpowiedział Lou.
- Amy, co jest?- zapytał mnie Niall.
- Straciłyśmy pracę.. Głupia szefowa nas wylała. I po prostu nie wiem co mam teraz zrobić. To tyle. - odpowiedziałam. - Blacky, daj mi listy, zobaczymy kto do nas napisał. - powiedziałam do siedzącej obok przyjaciółki.
- Prosz. - powiedziała i mi je podała.
- Jakas głupia ulotka, kolejna ulotka, jakaś gazetka, znów ulotka... O, jest list! - mówiłam. Otworzyłam i zaczęłam czytać. - To są chyba jakieś żarty! - krzyknęłam wkurzona. - Ja pierdzielę, co za dzień! Gorzej już chyba być nie może! - dalej krzyczałam. Albo nie. Po prostu donośnie i głośno wypowiadałam każde słowo. 
- Ej ej, co jest? - zaciekawiła się Bee.
- To jest, że tak jakby nie mamy gdzie mieszkać..
- Co?! 
- Czytaj. - podałam jej list.
- 24 godziny na wyniesienie... umowa nieważna.. przykro mi.. z poważaniem Ben Wilson. No serio chyba jakieś żarty! Co my teraz zrobimy Amy? Ja nie chcę wracać do Szkocji.. - mówiła zasmucona. - Ej, a w ogóle kiedy to przyszło? 
- Powinna gdzieś być taka karteczka.. Potwierdzenie doręczenia? - mówiłam, znów przeglądając stosik tych wszystkich gazetek i ulotek, aż w końcu znalazłam. - Wczoraj o 18...
- Co?!
- No! Co znaczy, że mamy jakieś 4 godziny na spakowanie wszystkiego, znalezienie pracy i mieszkania albo będziemy musiały wrócić. - odpowiedziałam ze łzami w oczach. Wszystko po prostu wszystko legło w gruzach w przeciągu jakiś 2 godzin. Nie chce wracać!
Naszej konwersacji przysłuchiwali się chłopcy.
- Hej, nie martwcie się! - powiedział Harry. 
- A jak mamy się nie martwić, jeśli najprawdopodobniej będziemy musiały wrócić tam, skąd wyjechałyśmy jeszcze w tym roku? Fajnie wrócić do domu na święta czy coś, ale nie chcę tam znowu mieszkać. No wiesz, kocham moją rodzinę, ale zycie na własną rękę o wiele bardziej mi się podoba, szczególnie teraz.. - odpowiedziała Bee.
- Dajcie spokój. Nigdzie nie wracacie. - uspokajał nas Hazza.
- To co niby mamy zrobić? - odpowiedziałam.
- Wprowadzicie się do nas. - powiedział Niall zagryzając kanapkę.
- Hahaha, tak jasne, i co jeszcze? Nie możemy wam się tak na głowę zwalić.. - powiedziałam. 
- Owszem, możecie. Przecież to nie problem. - powiedział Liam.
- Po pierwsze: tak, to problem. Po drugie: nawet jeśli, to gdzie byśmy niby miały spać? - powiedziała Bee.
- Ej, mamy chyba jakiś pokój na górze, nie? W sensie taki nieużywany.. - Zayn zwrócił się do chłopaków.
- Mamy, tylko że w nim jest wszystko. Dosłownie. To taka graciarnia... Ale wystarczy z niego to wszystko wynieść i będzie oki. - powiedział Louis. Nastała chwilowa cisza. Każdy nad czymś myślał. (Skąd wiem? Było widać po minach, szczególnie chłopaków.. haha)
- Chłopaki.. Ale jak my się mamy odwdzięczyć? - powiedziałam i się uśmiechnęłam. Poczułam taką trochę ulgę. Choć czułam się tez głupio, no mamy im się tak ze wszystkim na głowę zwalić, narobić problemu.. 
- Jak dla mnie kanapka wystarczy. - odpowiedział Niall. Mniejsza o to, że własnie jedną skonsumował. 
- 3 i pół godziny. - powiedziała nagle Blacky.
- Co? - zdziwiłam się.
- No, 3 i pół godziny nam zostało, żeby wszystko spakować i się wynieść. - wyjaśniła. 
- O jezu, faktycznie! - krzyknęłam. - A to., Y.. Louis, pomógłbys nam? - zapytałam trochę zażenowana. Totalnie zwalam im się na głowę, nienawidzę kiedy robię innym problem..
- Jasne. Chodźmy. - odpowiedział i poleźliśmy do auta. Przez następne 3 godziny pakowaliśmy wszystko do toreb, pudeł, itp. i nosiliśmy do samochodu. Kiedy już zamierzaliśmy odjechać, zatrzymał nas właściciel naszego ex-mieszkania.
- O witam. Proszę oto pańskie klucze. Dodam jeszcze tylko, że z pana dupek, żegnam. - powiedziałam wrednie, ciskając kluczami w ziemię. Byłam strasznie wkurzona, bo mógł chociaż zadzwonić, wiedziałybyśmy o tym. Pomyśleć tylko co by było, gdybyśmy nie odebrały dzisiaj poczty. Albo gdybyśmy nie miały tak wspaniałych przyjaciół..
Podjechaliśmy pod dom chłopaków całym zapakowanym autem i wyjęłyśmy.. No, pierwsze co się udało... Trochę będzie tego noszenia... 
- Dziewczyny, chodźcie na górę! - powiedział Niall, kiedy tylko weszłyśmy do środka, więc zostawiłyśmy kartony na dole i popędziłyśmy za nim na piętro.
- Taadam! - wykrzyknęli chłopcy, pokazując nam jakiś pokój.
- To nasz? - zapytałam dla pewności.
- Tylko i wyłącznie. - odpowiedział Harry i się głupkowato uśmiechnął. Pokój ogólnie był świetny, miał nawet balkon, tyle tylko, że nie było w nim absolutnie żadnych mebli.. 
- Wow, pokój jest świetny, tylko ten no.. - zaczęła Bee, jakby czytała mi w myślach.
- Tak, nie ma w nim mebli. - dokończył Harry.
- Ale właśnie teraz zapakujemy się w auto i po nie pojedziemy. - mówił Liam.
- Stwierdziliśmy, że same powinnyście sobie urządzić, tak jak będzie wam się podobało. - powiedział Zayn.
- Tak w sumie, to nie mieliśmy czasu, żeby kupić jakiekolwiek meble, bo musieliśmy przenieść wszystko stąd na strych, no i was nie było tylko jakieś 3 godziny.. Cały pokój był zawalony, masakra jakaś. - powiedział Nialler.
- Niall, wszystko popsułeś... - powiedział Zayn, strzelając facepalma.
- Nie nie, to strasznie miło z waszej strony, że dla nas to zrobiliście, serio, dzięki! - podziękowała Bee.
- No dobra, koniec gadania, jedziemy do sklepu. - popędził nas Louis.
- Chwila chwila chwila! - zatrzymałam go.
- Co jest? - zdziwił się.
- Taki jeden mały problem. Wylano nas dzisiaj z pracy i tak się składa, że mamy ostatnie oszczędności, za które jakoś musimy przeżyć, póki nie znajdziemy innej pracy. - wyjaśniłam. 
- No dobra, ale gdzie widzisz problem? - zapytał.
- Louis słuchałeś mnie w ogóle? 
- Tak. I nie rozumiem w czym problem. - odpowiedział.
- W tym problem, że jeśli kupimy meble, to nie starczy nam na nic innego, jak na przykład no wiesz, coś całkiem niezbędnego do życia, co zwie się jedzeniem.. - wyjaśniłam.
- My wam kupimy meble. - powiedział nagle Harry, który nie wiadomo skąd wziął się koło nas. (jeszcze chwilę wcześniej zniknął w swoim pokoju.)
- O nie nie nie. Już wolę spać na ziemi. 
- Ale że niby dlaczego? - zdziwił się Loczek.
- Jeśli wy umeblujecie nam pokój, za każdym razem gdy w nim będę, dopadnie mnie poczucie winy.
- Ale dlaczego? - znów się zdziwił.
- No tak już mam. Po prostu wy robicie dla nas tak dużo, a ja nie mam jak się odwdzięczyć.. - odpowiedziałam. Dla niektórych to może dziwne, ale to co powiedziałam, to sama prawda.
- To potraktuj to jako prezent na święta i dalej, jedziemy zanim zamkną. - powiedział Louis i szedł w stronę wyjścia.
- No ale.. - tym razem zaczęła Blacky, jakby wyjęła mi to z ust. Właśnie miałam powiedzieć "ale"..
- No już, żadnego ale, jedziemy. - powiedział Harry i popchnął nas w stronę drzwi. - Nie mów. Nie ma ale. - powiedział, kiedy znów zamierzała się odezwać.
***
Co dziwne, na wybieraniu&kupowaniu mebli nie zeszło nam dużo czasu. Jedyne, w czym nie mogłyśmy się zgodzić, to wybór łóżek. Tak tak, dziwne, ale to własnie my. Tak więc, postanowiłyśmy, że każda z nas urządzi sobie swój własny kąt w pokoju, a co do reszty to się jakoś dogadamy. Kupiłyśmy wszystko co chciałysmy.. Dobra, replay- chłopcy kupili nam wszystko co chciałyśmy i wracaliśmy do domu. Szczerze mówiąc nieźle się nakręciłam na "tworzenie własnego kąta" ale mój zapał zgasił pan przy kasie. Okazało się, że wszystko przywiozą nam dopiero jutro. Troszkę zawiedziona wyszłam ze sklepu i, stając w paru korkach, itp. dotarliśmy do domu. Naszego domu. Dom mój i 1D. Ale to dziwnie, niewiarygodnie i odajzdowo brzmi, no nie?
- Ale mi się nic nie chce. - powiedziałam, dosiadając się do reszty siedzącej w salonie. - Ej dobra, chłopaki, słuchajcie. Nie wiem nawet jak mamy wam dziękować, to co dla nas robicie jest po prostu.. - zaczęłam przemowę, ale przerwałam ją entuzjastycznie wykrzykując: - całonocny, dwusezonowy maraton "Przyjaciół"?! - krzyknęłam, słysząc reklamę w telewizji. *Zapraszamy na 16-godzinny maraton pierwszych dwóch sezonów popularnego serialu "Przyjaciele" Zaczynamy już za.. 10 minut!* - usłyszałam z telewizora. - O ja cie ja cie ja cie! No to przykro mi bardzo, ale przez najbliższe 16 godzin jestem niedostępna. - zakomunikowałam. 
- To ja też przechodzę w tryb offline i dołączam się do ciebie Amy. Uwielbiam "Przyjaciół"! - powiedział Liam, na co szeroko się usmiechnęłam. Cała noc oglądania super zajebistego serialu i to jeszcze w fajnym towarzystwie!
- Ktoś jeszcze chce się przyłączyć? - zapytałam.
- Nie, raczej nie. - odpowiedzieli chórkiem. Ich strata.. 
- Ty, a co wy na to, żeby jakoś fajnie zabić czas? Może pogramy w butelkę? - zaproponowała "reszcie" Blacky. 
- To lepiej uciekajcie na górę, bo jak ktoś mi będzie przeszkadzał, to ukatrupię.. - odpowiedziałam. 
- Okej okej szefowo, juz się zmywamy. - powiedziała Bee, unosząc ręce w 'geście obronnym'. I cała gromadka udała się na górę, a dalej to nie wiem, bo siedziałam na kanapie, czekając na "Przyjaciół".
- Liam, za ile to się zacznie? - zapytałam 'towarzysza telewizyjnego'.
- Za jakieś.. 7 minut i 34 sekundy, 33..32..31.. - mówił, patrząc na zegarek.
- Dobra dobra, rozumiem. - zaśmiałam się. - Tak pomyślałam, że przydałoby się coś do jedzenia i picia, bo wiesz.. 16 godzin serialu przed nami.. To po prostu coś przygotuję, ale jakby się zaczęło to wołaj. - powiedziałam i pobiegłam do kuchni. Poszperałam w lodówce, coś wyciągnęłam, coś przygotowałam i wszystko zaniosłam do salonu. - Tak więc tu mamy zimna pizzę, stos kanapek, dwie paczki chipsów, żelki i trzy butelki Sprite. Chyba starczy. - powiedziałam, na co Liam tylko się zaśmiał i pokazał kciuk w górę. - Miło, że mi towarzyszysz, dzięki. - powiedziałam jeszcze.
- Nie ma sprawy. Nie kłamałem jak mówiłem, ze uwielbiam "Przyjaciół" więc to sama przyjemność.
- No.. Dobra, a teraz cii, bo się zaczyna! - powiedziałam i wlepiłam wzrok w telewizor.
No i zaczął się świetny wieczór. Co chwile się śmialiśmy, komentowaliśmy, itp.

*TYMCZASEM NA GÓRZE*
Blacky
- Ta butelka sie chyba na mnie uwzięła, to już z 6 raz jak mnie wybrała! A gramy dopiero kilkanaście minut! - narzekał Niall.
- Hahahahaha! - zaśmiałam się głośno (jak zwykle z resztą, no ale nie ważne) i już chciałam wymyślać zadanie, ale przypomniało mi się, że jeszcze nie spytałam czy chce pytanie czy zadanie... - Pytanie czy zadanie?
- Niech będzie pytanie.. - odpowiedział.
- Czy kiedykolwiek już TO.. - zaczęłam, ale mi przerwał.
- Okej okej, zaczyna się dziwnie, niech jednak będzie zadanie..
- Oki, no to.. Zdejmij koszulkę, pobiegnij na dół, posmaruj brzuch i usta majonezem, pocałuj Amy w policzek, ale tak, żeby został tam majonez i.. No dobra, niech będzie tyle, musi zostać jeszcze coś na później. Aha, no i wróć tu, żeby się pokazać wszystkim. A ja będę cię pilnować. - odpowiedziałam i zrobiłam wyszczerz "tak wiem, że mnie kochasz". Za to on pobił mnie wzrokiem i zaczął wykonywać zadanie. Pobiegł na dół, oczywiście ja za nim.
- Przykro mi, nie zrobię zadania, bo nie ma majonezu. - odpowiedział tonem, w którym dało się słyszeć, że 'serio' mu przykro. 
- Jest jest. - odpowiedziałam cwaniacko. W sumie nie byłam do końca pewna, ale no.. Miałam przeczucie.
- Amy, gdzie jest majonez?! - krzyknęłam do przyjaciółki. 
- Tu na stole, ale cicho już! - odkrzyknęła. Jak ona się w coś wkręci, to na maksa...
- Słyszałeś blondasie? No już, smaruj się. - powiedziałam do Nialla i zaczęłam się śmiać. Ten poszedł niechętnie do salonu, ja za nim, zdjął koszulkę i mi ją podał, wziął tubkę z majonezem i najpierw posmarował sobie brzuch później usta i podszedł do Amy. Ona wkręcona w swój serial nawet nie zwróciła uwagi, kiedy Niall zostawił jej majonezowy ślad na jej policzku. Ja na to wybuchłam śmiechem i po chwili kiedy w miarę się opanowałam i zrobiłam zdjęcia Nialla i Amy, wróciliśmy na górę. Niall zakręcił butelką i wypadło na.. mnie..
- A dobra, co mi szkodzi.. Zadanie. - powiedziałam. Niall uśmiechnął się w taki.. złowieszczy sposób.
- To teraz twoja kolej na ściąganie koszulki... - tu spojrzałam się na niego wymownie, ale nic to nie zdziałało, więc po prostu kontynuował mówienie. - Ściągnij ją, wybiegnij przed dom i biegnij chwilę ulicą krzycząc "Kocham One Direction".
- No chyba cię powaliło... - odpowiedziałam. 
- Dawaj! Chyba że wymiękasz.. ko ko ko ko.. - zaczął udawać przestraszonego kurczaka. 
- Nie wymiękam. - powiedziałam, wręczyłam mu koszulkę i poszłam w stronę wyjścia. Wszyscy popędzili za mną. Ugh, przyjdzie czas na słodziutką zemstę! - KOCHAM ONE DIRECTION!!! KOCHAM ONE DIRECTION!!! - krzyczałam, biegnąc wzdłuż ulicy. Niektórzy patrzyli się na mnie jak na idiotkę, a niektórzy przechodzili tylko kręcąc głową. Ogólnie bym się tym przejęła, ale postanowiłam kiedyś mieć gdzieś opinię innych. 
- Dostanie wam się za to kiedyś. - powiedziałam do chłopaków, mijając ich w celu wejścia do domu. 
- Ej Blacky! - zawołał za mną Niall. - Twoja koszulka. - dodał, smiejąc się i oddał mi mój t-shirt. 
- Idę się myc i spać, dobranoc. - powiedziałam wszystkim, kiedy już znaleźliśmy się w salonie. - Ej chwila, gdzie ja mam dzisiaj spać? - zapytałam, kiedy przetworzyłam w głowie, że tak w sumie mój/Amy pokój jest 100% pusty.. 
- Możesz spać u mnie, i tak spędzam dzisiaj noc przed telewizorem. - powiedział Liam, mijając mnie z dzbankiem kawy w ręce. 
- Dziękuję. - powiedziałam i poszłam do łazienki, ale zaraz wróciłam do salonu, bo zajął mi ją Tommo. Wrr, przecież mówiłam, że idę myć! 

Amy
Akurat zrobili 10 minutową przerwę, więc szybko skoczyłam do kuchni zrobić kawę. Wzięłam dzbanek, zasypałam go kilkoma łyżeczkami kawy i czekałam az zagotuję się wodę, kiedy przerwało mi coś, czego bym się nie spodziewała:
- Amy, ktoś coś gada w niezrozumiałym dla mnie języku, to pewnie jakaś twoja znajoma z Polski! - krzyknęła do mnie Blacky.
Ktoś zadzwonił na mój telefon, wow! Ja wiem,że telefon służy do dzwonienia (podobno), ale raczej niezbyt często ktoś do mnie dzwoni..
Zastanawiając się nad sensem istnienia telefonów, rzuciłam się na kanapę w celu odebrania jednego z owych osobników. 
- Halo? 
- Amy, tym razem to ty? - usłyszałam głos mojej pół-polskiej przyjaciółki.
- Alice, o mój boże,ale się za tobą stęskniłam! Wyobraź sobie, że cię własnie przytulam.
- Haha, muszę powiedzieć, że przytulasz świetnie, wow, to na prawdę miłe, ale mam pewną sprawę... 
- No dawaj kochana.
- Trochę mi tak głupio.. - zaczęła. Ah, jesteśmy takie podobne.. - oglądałaś ostatnia edycję X-factora? 
- Tak. Tam jest jedna taka dziewczyna.. - zaczęłam, ale mi przerwała.
- Zabójczo podobna do mnie, huh? 
- Dokładnie.. 
- Bo to moja siostra bliźniaczka.. 
- Czekaj, co?!
- No, też byłam w szoku.. Ale jak wiesz mój tata jest anglikiem, a mama polką.. 
- No wiem. Tak samo jak moi. 
- Tak więc, kiedy miałam nie więcej niż roczek moi rodzice się rozwiedli i z tego co opowiedziała mi ostatnio mama, nie mogli dogadać się w sądzie, więc wszystko skończyło się tak, że ja zostałam z matką, a Perrie z ojcem. My wyjechałyśmy do Polski, a oni zostali w Anglii.. - wyjaśniła, a mi-dosłownie opadła szczęka. Co za historia! 
- Wow.. Po prostu wow.. I to ta sprawa?
- Nie. Znaczy nie do końca... Za kilka dni jest finał x-factora i znalazłam w internecie jeszcze bilety, żeby zobaczyć to na żywo. Chcę je kupić i tam pójść, może uda mi się tam z nią jakoś spotkać.. I tu sedno sprawy w której dzwonie: dałabyś radę mnie kilka nocy przenocować? - zapytała z nadzieją w głosie. 
- Nie ma sprawy. W takim razie do zobaczenia! 
- Amy, czekaj, nie rozłączaj się! - krzyknęła jeszcze szybko, kiedy już zamierzałam wcisnąć czerwoną słuchawkę. 
- Hm? 
- Kiedy mogę przylecieć? Finał jest 11-stego.. 
- A możesz na przykład jutro? - zapytałam. Cholera, odcinek już leci, wrr..
- Z tego co widzę, to są jeszcze bilety na jutrzejszy samolot, więc tak! Aaaaa! - zaczęła się cieszyć, na co zareagowałam tak samo, tyle tylko, że skakałam po kanapie. Alice Alice Alice do mnie przyleci!!
- To do zobaczenia jutro! Odbiorę cię z lotniska, tylko mi napisz sms'a o której masz samolot! A teraz papapapa, bo mi serial ucieka! - powiedziałam szybko i się rozłączyłam. I powróciłam do oglądania Przyjaciół. Moi realni przyjaciele siedzieli o dziwo z nami (serialowymi maniakami, mną i Liamem) i oglądali. Brakowało tylko Bee, ale mniejsza z tym.. 

********
No i jest rozdział 6! Szczerze mówiąc, to jestem z niego zadowolona! I prosz o komentarze! ;*

niedziela, 16 lutego 2014

5◇Problem.

4 grudnia 2011
Amy
- Bee, wiem, że to tak głupio z mojej strony, że przerywam ci rozmowę, ale chyba musimy się już zbierać. - powiedziałam do przyjaciółki, gadającej (jak przez cały czas) z Harry'm. 
- Nie no co wy, już idziecie? - zasmucił się jeszcze chwilę temu roześmiany Louis.
- Lou, jest 23, jutro idziemy do pracy i do tego wszystkiego jestem padnięta, bo całą noc nie spałam. Więc tak, idziemy.
- Ja całą noc spałam, mogę zostać. - powiedziała Blacky, za co skarciłam ją wzrokiem.
- Ha ha ha. Bardzo śmieszne. A teraz ruszaj tyłek zanim się zdenerwuję. Wiem, że tego byś nie chciała. 
- No dobra no... - powiedziała, po pokręceniu oczami, głośnym westchnięciu i zabijającym spojrzeniu, które jakoś jednak przeżyłam.
- To was odwiozę! - zaproponował Louis. 
- Nie no, przecież na pewno masz coś do roboty... - zaczęłam odmawiać.
- A czy wyglądam jakbym miał coś do roboty? - odpowiedział robiąc zabawną minę. Cały Tommo.
- To ja też się przejadę. - powiedział Harry, a ja się na niego dziwnie spojrzałam. He he he, coś iskrzy.. - No wiesz, na wypadek jakby Niall, Zayn i Louis zapomnieli gdzie mieszkacie, a wy byście potrzebowały pomocy, ale nie mogły podać adresu, bo wyładowałyby się wam telefony, a w całym mieście nie byłoby prądu, więc nie mogłybyście podładować. 
- Brałeś coś? - zapytałam śmiejąc się z jego odpowiedzi. - Starczyło powiedzieć, że ci się na przykład nudzi i też nie masz nic do roboty.. - odpowiedziałam. Jak byłam u nich sama, to nie wymyślał żadnych dziwnych odpowiedzi, ani niczego w tym stylu, co znaczy tylko jedno. Podoba mu się Blacky. Jestem pewna. A no i on podoba się jej, więc tylko czekam, kiedy będą razem. Może wtedy mi nie będzie wreszcie pierdzielić o tym jaka jest samotna.. Ja też nikogo nie mam i co, jakoś daję radę.. A z resztą, nieważne.
- To jedziemy? - zapytała Bee, wyrywając mnie z zamyslenia. Wow, coś często ktoś mnie wyrywa z zamyslenia. Może za dużo myślę? 
- Tak jedziemy. To pa chłopaki, do..
- Jutra. - dokończył za mnie Niall.
- Do zobaczenia. - poprawiłam. Nie wiem co przyniesie jutro, ale chętnie bym się z nimi zobaczyła. W sumie, to mogłabym się z nimi widzieć ciągle, uwielbiam być z nimi, nawet jeśli byśmy siedzieli w ciszy. Po prostu.. To coś takiego magicznego, nie wiem jak to opisać. Motylki w brzuchu? Tyle tylko, że nie jestem zakochana, po prostu szczęśliwa!
- Idziesz? - zapytała Bee, mijając mnie koło drzwi. Znowu to zamyslenie..
- Tak tak, tylko.. No zaraz przyjdę. - powiedziałam. Pomyślałam, że "do zobaczenia" to nie jest dobre pożegnanie. Przytulas - to jest dobre pożegnanie! - To pa! - krzyknęłam, rozkladając ramiona. Pierwszy przytulił mnie Liam, który akurat stał obok. Później Niall. A później przyszła kolej na Zayna, który był trochę zakłopotany, bo nie wiedział, czy mamy przybić żółwika, czy jak. Ale go przytuliłam, każdemu się należy!
Jeszcze raz powiedziałam "do zobaczenia" i dołączyłam do reszty czekającej już w aucie. Wsiadłam do przodu, koło Louisa, żeby nasza przyszła para mogła mieć trochę 'prywatności' (o ile to możliwe w samochodzie.. No mniejsza o to). Jechaliśmy w ciszy kilkanaście minut, aż w końcu ktoś ją przerwał.
- Ej dziewczyny, tak właściwie to gdzie wy pracujecie? - zapytał Tommo.
- W sklepie muzycznym. Dokładniej w Nook Music Store.
- Aha. - odpowiedział Louis, spoglądając w lusterko. Też w nie spojrzałam, żeby zobaczyć co tam u Bee i Harry'ego. Pochłonięci rozmową nawet nie zauważyli, że już dojechaliśmy. Szepnęłam do Lou, że "wyczuwam związek", na co tylko się zaśmiał i zatrąbił. 
- No dzieciaki, jesteśmy na miejscu! - powiedział donośnie. 
- Ou.. No to, pa! - powiedziała Bee do Hazzy i się przytulili. Słodki widok. W sumie to ja się z każdym przytulam, ale oni to słodki widok. Serio. Zastanawiam się, czy coś jest ze mna nie tak? Z samotności i nudy shipuję przyjaciółkę z dzisiaj poznany chłopakiem.. Tak w zasadzie, to poznała go w zeszłym roku, ale dzisiaj pierwszy raz osobiście.. W każdym razie chodzi mi o to, że jakoś wyczuwam, że się sobie wzajemnie podobają, więc no.. No, mam nadzieje, że niedlugo będą razem i wszystko się fajnie ułoży. Dobra, znów za duzo myślę. Wrr, Amy, skończ mysleć! 
- Pa Louis. - powiedziałam do chłopaka i oczywiście przytuliłam go na pożeganie. - Cześć Harry! - krzyknęłam i pomachałam do siedzącego w samochodzie chłopaka. Odmachał mi robiąc głupkowatą minę i w końcu pomaszerowałyśmy do mieszkania. 
- Wow, szybko minął mi ten dzień. Pójdziemy do nich jutro po pracy? - powiedziała/zapytała Blacky, ściągając kurtkę. 
- Ej, to a pewno twoja kurtka? - zapytałam przyjaciółkę.
- Tak to na pew.. Oops, chyba przez przypadek wzięłam kurtkę Liama.. - odpowiedziała robiąc dziwną minę. No po prostu damskie wcielenie Hazzy!
- Dobra, trudno, jutro się im odda.
- Czyli ich odwiedzimy? - zapytała szczerząc się jak głupi do sera.
- No oczywiście że tak! Co ty myślałaś? Że nie odwiedzę najpopularniejszego boysbandu na świecie, chociaż mam taką możliwość?
- Dobra dobra, nie bądź taka do przodu, bo ci tyłu zabraknie!
- A ty nie kradnij tekstów mojego brata.. - zaśmiałam się, myśląc o Jai'u. Strasznie dawno się z nim nie widziałam..
- Ehh, idę wziąć prysznic. - powiedziała po ściągnięciu butów i przeciągnięciu się.
- Chwila, czekaj! - zatrzymałam ją. - Powiedz mi, co właściwie jest między tobą a Harry'm? - zapytałam ją.
- No, co jest? Nic nie jest. Znaczy nic poważniejszego. Chyba się zaprzyjaźniliśmy i tyle. - odpowiedziała.
- O proszę cię. Przecież widzę jak na niego patrzysz. I jak on patrzy na ciebie.. - na te słowa się zarumieniła i delikatnie uśmiechnęła.
- No to, to.. No nie wiem co mam powiedzieć. Wiesz przecież, że mi się podoba. Nie wiem czy ja mu się podobam, ale może to się kiedyś wyjaśni. A teraz lecę pod prysznic i spać, dobranoc! - odpowiedziała i uciekła do łazienki. 
- Dobra no, nie będę więcej pytać.. - krzyknęłam do niej. Zajęła mi łazienkę, więc mam jakieś 40 minut czekania.. Z nudów postanowiłam wybrać sobie ciuchy na jutro.

Zajęło to jakieś 10 minut maksymalnie, więc postanowiłam pooglądać telewizję. Nie leciało nic ciekawego, więc 'skakałam' po programach, aż w końcu wyłączyłam telewizor, bo wkurzyło mnie, że nie ma nic fajnego. 
- Blacky, wyłaź! - krzyknęłam, pukając do drzwi łazienki. 
- No nie drzyj się, już wychodzę tylko się ubiorę! - odkrzyknęła mi i jakąś minutę później wyszła.
- Nareszcie.. - skomentowałam i zamknęłam się w łazience. Wzięłam szybki prysznic i wskoczyłam do ciepłego łóżka. Szybko zasnęłam.
***
- Amy wstawaj bo się spóźnimy! - obudził mnie głos mojej przyjaciółki, która wykrzyczała mi te słowa wprost do ucha.
- Ja tak tak. Jeszcze tylko chwilka.. - odpowiedziałam zaspana i schowałam głowę pod poduszkę.
- Nie chwilka, bo mamy jakieś 20 minut do wyjścia! - znowu wykrzyczała, potrząsając moją ręką.
- Co?! 20 minut?! Dlaczego mnie wcześniej nie obudziłaś?! - krzyknęłam zdenerwowana i poleciałam do łazienki. Szybko wciągnęłam na siebie wczoraj wybrany zestaw, umalowałam się w pośpiechu i poleciałam do kuchni. 
- Musimy wychodzić! - pospieszyła mnie Bee. 
- Już? Ty wiesz, że bez kawy jestem martwa.. - odpowiedziałam jej.
- Tak tak, i nie zdążysz zjeść śniadania. Przykro mi. Weź banana i zjesz go po drodze, i dalej, wychodzimy! - ja z nią kiedyś oszaleję. Nie łaska było mnie obudzić 10 minut wcześniej? 
- Dobra, tylko nie krzycz więcej... - odpowiedziałam, gestykulując rękami coś w stylu "calm down babe!" - A zamówiłaś taksówkę? 
- Tak! Ja w przeciwieństwie do kogoś tutaj myślę.. - łohoho, ktoś tu wstał lewą nogą.
- Okej okej. Jestem debilką bez mózgu. Masz rację! Przepraszam, że żyję. - odpowiedziałam jej smutno i wciągnęłam buty na nogi. 
- Ej no nie, Amy, nie obrażaj się, przepraszam. Po prostu no.. Yyh.. Mam, no wiesz, zły dzień..
- Dobrze, ja się nie obrażam przecież. Ale następnym razem zanim się odezwiesz to pomyśl, bo czasem słowa ranią. Szczególnie te nieprzemyślane. - odpowiedziałam i zakluczyłam mieszkanie. Zeszłyśmy przed kamienicę, gdzie czekała już taksówka. Jak widać dziś towarzyszyło nam zajebiste 'szczęście' i po drodze spowolniły nas gigantyczne korki. 
- Ile się należy? - zapytała Bee taksówkarza.
- 10 funtów, ale jeszcze nie jesteśmy na miejscu.. - odpowiedział.
- Proszę bardzo. Do widzenia! - powiedziała i za rękę wyciągnęła mnie z pojazdu. Zrobiłam pytającą minę.
- Szybko, bo się spóźnimy! - wyjaśniła tylko i zaczęła biec. Oczywiście zrobiłam to samo. Do sklepu wbiegłyśmy zdyszane, gdzie 'miło' powitała nas nasza szefowa.
- Czemu się spóźniłyście?! - krzyknęła, aż się wzdrygnęłam. Nigdy nie lubiłam tej baby..
- Przepraszamy, to się więcej nie powtórzy. Były gigantyczne korki w mieście.. - zaczęła tłumaczyć Bee, ale wredny babsztyl jej przerwał.
- Ja mieszkam w tym samym mieście i jakoś się nie spóźniłam! - warknęła. 
- No tak, ale.. - zaczęłam coś mówić, ale znów przerwała.
- Żadnych ale! Jeśli jeszcze raz się to zdarzy to możecie się rozglądać za nową posadą! - odpowiedziała wrednie i poszła do swojego biura na zapleczu. 
- Gdybym tylko mogła to bym jej tę twarz... - zaczęłam się wkurzać i gestykulować rękami, ale przerwała mi bardziej opanowana przyjaciółka.
- Dobra, cicho, co jeszcze tu przyjdzie i już dzisiaj wylecimy. Znajdziemy coś lepszego, ale teraz bierz się do roboty. Mamy 3 kartony płyt do rozpakowania... - odpowiedziała, uspokajając mnie. Dzień mijał wolno i nudno, aż do pewnego momentu. 
- Louis? - zdziwiłam się na widok przyjaciela. 
- No hej! - odpowiedział i mnie przytulił. 
- Co ty tu robisz? - zapytałam.
- Święta się zbliżają i wpadłem na pomysł, żeby coś pokupować chłopakom. No i oto jestem, z zamiarem kupienia gitary Niallowi.
- No tak, świetny pomysł. Tylko jak ją później przemycisz do domu, żeby nikt nie zobaczył? - zapytałam.
- Coś się wymyśli, najwyżej wy mi w tym pomożecie. - tu puścił oczko, na co się zaśmiałyśmy.
- A to co ma być?! Przyjaciół sobie sprowadzacie na pogaduchy? Tu się pracuje! - ryknęła nasza 'kochana' szefowa. 
- Nie nie, to jest klient... - zaczęłam mówić, ale mi przerwała. Czy ona zawsze musi to robić?!
- Ciekawe, z każdym klientem się mizdrzycie? - powiedziała tym swoim głupim głosem, chyba mając na myśli to, że się przytuliliśmy na powitanie.
- Ej no co to ma być? Trochę szacunku by im pani okazała! - zaczął się kłócić Louis.
- Lou, nie nie, prosze, nie.. - szepnęłam w jego stronę, a Bee kiwała głową i gestykulowała, na znak, żeby przestał. 
- Oo, ktoś tu waleczny jest. To teraz będziecie musiały sobie wywalczyć nową posadę, bo jesteście zwolnione! - krzyknęła, przez co zalały mnie różne emocje. Niby smutek, bo właśnie straciłyśmy źródło dochodów, ale z drugiej strony to mi ulżyło, bo więcej nie musimy się z nią użerać. Tylko co my teraz zrobimy? Louis spojrzał się na nas wzrokiem "przepraszam, spaprałem to". Wzięłyśmy swoje rzeczy i wyszliśmy przed sklep. 
- Dziewczyny, przepraszam! Ale ta praca nie była was warta, ta wasza szefowa traktowała was jak ścierwo, którym oczywiście nie jesteście! Zasługujecie na coś lepszego! - mówił Tommo.
- Dobra Lou, nie ma o czym mówić. Tylko nie wiem jak sobie teraz poradzimy.. Dobra, coś się wymyśli. Tylko się nie martw, ani nie obwiniaj. - powiedziałam mu jakimś totalnie spokojnym głosem. - Mógłbyś nas odwieźć do mieszkania? - zapytałam.
- Jasne. A nie wpadniecie do nas?
- Wpadniemy, ale później.. - odpowiedziała Bee.
- Dobra. - odpowiedział. Cała droga minęła w ciszy. 
- To ja tu mogę poczekać i później pojedziemy do nas, co? - zapytał Louis, kiedy weszliśmy już do mieszkania. 
- Okej, to my się tylko przebierzemy i możemy jechać. - odpowiedziałam i się uśmiechnęłam.
Popędziłyśmy do pokoi i wybrałyśmy zestawy: 
AMY:

BLACKY:

- Dobra, możemy iść, - powiedziała Blacky do czekającego na nas Louisa.
- Bee, weź pocztę, bo już chyba z tydzień nie sprawdzałyśmy. - powiedziałam, kiedy mijaliśmy skrzynki na klatce schodowej.
- Yhym. - odpowiedziała przyjaciółka i wpakowała listy do torebki. U chłopaków byłyśmy jakieś 20 minut później...

***********************************************
I mamy 5 rozdział. Co sądzicie? Trochę nudny, ale po prostu musiałam go napisać, dla dalszego potoku spraw ;) 
KOMENTUJCIE! 

wtorek, 11 lutego 2014

4◇Queen Bee.

Amy
- A ty gdzie spodnie zgubiłaś? - zapytała Blacky, kiedy weszłam do mieszkania. Dopiero ogarnęłam, że wybiegłam od chłopaków tak, jak kładłam się spać, czyli w majtkach i przydużej koszulce pożyczonej od Nialla. Na szczęście Londyn to miasto pełne dziwaków, więc nie nikim nie zrobiło to większego wrażenia...
- A nieważne,  idę się przebrać. - powiedziałam i popędziłam do pokoju. Ściągnęłam prowizoryczną pidżamę i założyłam dżinsy oraz czerwoną koszulkę zapinaną na guziki. Zaczynałam czesać włosy, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Chwilę później usłyszałam zdziwiony głos Bee, mówiący "Zayn Malik?!" Najpierw się trochę przestraszyłam, ale później postanowiłam wziąć się w garść i do niego wyjść. Ja wiem, to był tylko pocałunek, którego na dodatek pewna część mnie chciała, ale chyba nie byłam na to gotowa. I spanikowałam..
- Zayn, co chcesz? - spytałam.
- Amy, ja przepraszam... - zaczął.
- Blacky, mogłabym z nim pogadać w cztery oczy? - zwróciłam się do przyjaciółki, która się na niego gapiła, a raczej pożerała wzrokiem. Nie ma co się dziwić, jest fanką 1D, z resztą tak samo jak ja, a to raczej rzadko spotykane, żeby twój idol po prostu przychodził do twojego mieszkania.. No, ale nieważne.
- Dobra, już idę... - powiedziała niechętnie i poszła do pokoju.
- Zayn, po co tu przyjechałeś? I w ogóle to wejdź, nie bedziemy na klatce schodowej rozmawiać. - powiedziałam i poszliśmy do salonu.
- Przyjechałem, żeby cię przeprosić, nie powinienem cię pocałować. Po prostu spieprzyłem relację miedzy nami. I właśnie po to tu jestem. Zacznijmy od nowa. Jestem Zayn. - powiedział i podał mi rękę.
- Amy. - odpowiedziałam i uścisnęłam jego dłoń. - Wiesz, cieszę się, że tu przyjechałeś. - uśmiechnęłam się do niego.
- Cieszę się, że wszystko między nami okej. - po tych słowach się do mnie uśmiechnął. Znowu ten uśmiech... - Może dzisiaj znowu do nas wpadniesz? Niall się trochę zdziwił, że tak zniknęłaś.
- Pewnie. Mogę wziąć ze sobą Blacky? - zapytałam.
- Jasne. To.. jedziemy?
- A może daj nam z godzinę i spotkamy się u was, okej? - zapytałam.
- No okej. To do zobaczenia. - tu chciał mnie przytulić, a ja w tym samym momencie wyciągnęłam rękę.
- Może po prostu przybij mi pionę. - zaproponowałam. Tak też zrobiliśmy i Zayn wyszedł.
- Blacky, chodź tu, wiem, że i tak podsłuchiwałaś. - krzyknęłam do przyjaciółki.
- Aaaaaa, jestem umówiona z One Direction, ale czaaaad! - wykrzyknęła biegnąc wprost na mnie.
- Nieeee, tylko nie skacz! - krzyknęłam błagalnie, co oczywiście zignorowała i razem runęłyśmy na podłogę.
- Amy, co powinnam założyć? - spytała i poleciała do pokoju. Czasami na prawdę nie umiem jej ogarnąć, ona zdążyła pobiec do pokoju i wrócić z dwoma zestawami ciuchów, kiedy ja nawet nie zdążyłam wstać z podłogi...
- Patrz, ta sukienka może być? Czy lepiej założyć te spodnie i tą bluzkę? O, albo wiem, założę shorty! - powiedziała i znów pobiegła do pokoju. - Patrz Amy, tak okej? - zapytała, pokazując na siebie.
- Ogólnie ładnie, ale nie sądzisz, że trochę głupio iść do One Direction w koszulce One Direction? Ja wiem, jesteśmy directioners, ale no..
- Noo, masz rację. To czekaj chwilę, idę się przebrać. - powiedziała i znów popędziła do pokoju. - A teraz?
- Teraz jest pięknie. - powiedziałam. Ubrała się w białą koszulkę z jakimś napisem, a konkretniej "QUEEN BEE", jeansowe shorty z wysokim stanem i rajstopy z imitacją kolanówek.
- Chodź, ciebie też przebierzemy.
- Nie, nie chce mi się. Przecież tak jest okej...
- No już, bez gadania! Ma być więcej niż okej! - skrzyczała mnie i pociągnęła do pokoju. - Bierzesz to, to i to. - podała mi skórzane shorty, wiśniową koszulkę z napisem "ROCK ME" i rajstopy.
- No i co? - zapytałam, po przebraniu się.
- Jest bosko! - zaekscytowała się Bee.
- Ale moje uda... - zaczęłam na siebie narzekać.
- Daj spokój, ładne masz uda! Skończysz kiedyś na nie narzekać?
- Nigdy. - zaśmiałam się.
- Dobra, jeszcze buty i się zbieramy... Jedziemy się spotkać z One Direction! - ekscytowała się. - Dawaj Amy, no przybij mi żółwika! Chyba nie powiesz mi, że się nie cieszysz?
- A kto powiedział, że się nie cieszę? Cieszę się tylko myślę jakie buty wziąć. I tym razem ja wybieram!
- Ale no..
- Ty wybierałaś ciuchy, ja wybieram buty. I koniec gadania! - przerwałam jej.
- No i to jest Amy którą znam! A nie taka cichutka i niemrawa...
- Dobra, cicho już. Właśnie wymyśliłam jakie buty biorę! Martensy!
- Ja chciałam Martensy... - powiedziała zawiedziona.
- Wiem ciołku, wpadłam na to. Ty weźmiesz te wiśniowe, a ja czarne.

- Chwila chwila... Jakie wiśniowe?
- Bee, jesteś czasami na prawdę nieogarnięta... Nie zauważyłaś nowiutkich Martensów w szafie?
- Ej, tylko mnie nieogarniętą nie nazywaj, to nie ja jak idiotka wczoraj przez cały dzień łaziłam wokół telefonu.. Po prostu przeoczyłam tę jedną parę butów. To tyle...
- Po pierwsze, nie idiotka! A po drugie!... Po drugie.. No ten... No ubieraj te Martensy, bo się jeszcze spóźnimy! Albo idę bez ciebie!
- Chyba śnisz!
- Ej, gdzie jest moja czarna kurtka? - spytałam, nie mogąc odnaleźć mojej ulubionej kurtki.
- No i kto tu jest nieogarnięty, co? - odgryzła się Blacky. - A tak ogólnie, to wczoraj szłaś w niej do chłopaków, a dzisiaj wróciłaś nago.
- Wcale nie wróciłam nago!
- O faktycznie nie, w koszulce i majtkach.. Ah, i trampkach.
- No widzisz... Taka sytuacja.. Ale tak ogólnie to masz chyba rację z tą kurtką. I nie mów, że zawsze masz rację, po prostu chodźmy już... I wiesz co? Pierdzielę i nie biorę żadnej kurtki, będę harcorem! 
- Ale jest 4 grudnia.. 
- Przecież wiesz, że ja inaczej reaguje na zimno.. - powiedziałam i się zaśmiałyśmy. Na prawdę jestem jakaś inna- mam zawsze lodowate stopy i dłonie, ale ogólnie rzadko jest mi zimno..
Wyszłyśmy z mieszkania i po kilku minutach złapałyśmy taksówkę. O dziwo w mieście nie było dużego ruchu, więc szybko dotarłyśmy do domu chłopaków.
- Siemka Bob. - przywitałam, poznanego wczoraj ochroniarza. Bee spojrzała pytająco, a ja odpowiedziałam jej miną wyrażającą 'nevermind'. Zapukałyśmy do drzwi, a po chwili otworzył nam Louis.
- O, hej Amy i..
- Jestem Blacky. - przedstawiła się Bee i sekundę później już go ściskała. Lou trochę się zdziwił, za to ja zdziwiłabym się, gdyby było inaczej..
- Cześć Louis. - powiedziałam, kiedy go wreszcie puściła i też go przytuliłam. Tak samo było z pozostałymi chłopakami, aż przyszła kolej na Zayna. Nie wiem dlaczego, ale jakoś bałam się go dotknąć.. Więc znowu tylko przybiliśmy pionę.
- Możesz mnie już puścić... - usłyszałam głos Harry'ego, którego właśnie obejmowała moja przyjaciółka.
- Właśnie, że nie mogę. - odpowiedziała, i dalej go przytulała. Wiedziałam, że tak będzie-Harry to jej ulubieniec.
- Bee, puść go. Nie musisz mi wszędzie wstydu przynosić... - powiedziałam do przyjaciółki,  kręcąc głową.
- No co, właśnie spełnia się moje marzenie!
- Twoim marzeniem było mnie przytulić? - zapytał ją Hazza.
- No, moim marzeniem było w ogóle was spotkać, a to taki bonus... - odpowiedziała mu.
- Ej, czy ty ją nazwałaś 'bee'? - zapytał Liam.
- No, tak.. - odpowiedziałam.
- Ale dlaczego akurat 'bee'?
- To teraz usiądźcie wygodnie i słuchajcie uważnie kochane dziatki, gdyż czeka was historia o mojej przeszłości... - zaczęłam, tonem staruszka. - Dobra, a tak na serio, to po prostu słuchajcie i jakbyście mogli, to postarajcie się mi nie przerywać. Nienawidzę, kiedy ktoś to robi. - powiedziałam już normalnie i spojrzałam na Blacky. Cała zadowolona siedziała sobie koło Hazzy. - Jak już wiecie z Mullingar przeprowadziłam się do Szkocji, a dokładniej do Edynburga. Tam poszłam do gimnazjum, gdzie poznałam wyżej wspomnianą Blacky. Zaprzyjaźniłyśmy się i postanowiłyśmy iść do tego samego liceum. Tam moja szalona przyjaciółka namówiła mnie, żebyśmy zapisały się do cheerleaderek. Oczywiście się zgodziłam. Jak się okazało, maskotką szkoły była pszczoła. Później wszystko tak się jakoś ułożyło, że Blacky została kapitanem, tak zwaną "królową pszczół". I właśnie dlatego Bee. 
- Pasjonujące. Zamawiamy pizzę? - podsumował Niall. Wszyscy się zgodzili.
- Oh, widzę, że moja historia was zainteresowała.. - powiedziałam sarkastycznie, ale nikt nawet nie zwrócił na mnie uwagi, bo wszyscy stali nad Niallem i ustalali jaką pizzę i sosy zamawiamy. Strasznie zachciało mi się pić, ale stwierdzając, że żaden z "gospodarzy" pewnie znów by mnie nie usłyszał/nie zwrócił na mnie uwagi postanowiłam sama się ruszyć i nalać sobie wody. Tak. Ja i woda. Raczej za nią nie przepadam, ale że nic innego tu nie znalazłam to musiała być woda. 
- Ludzie, ile można wybierać pizzę? - powiedziałam donośnie, stając przy gromadce.
- Coś mówiłaś? - zapytał się Liam, gwałtownie się odwracając i w tym samym momencie wylewając na mnie całą szklankę wody, jaką trzymałam w ręce.
- Cholera. - skomentowałam.
- O kurde, przepraszam, serio, przykro mi, mogę ci coś pożyczyć jak chcesz... - zaczął przepraszać, co szczerze mówiąc było słodkie.
- Dobra, daj spokój, to tylko woda.
- Gdzie tam, jaka woda? Raczej zamówimy sobie do tego colę. - powiedział Niall, który nawet nie zauważył co się stało. - Ougch, taka woda...
- Brawo Sherlocku. - odpowiedziałam. 
- Dobra, powiedzieli, że zamówienie powinno być pod naszym domem za niecałe 30 minut. - odezwał się Louis, który właśnie skończył rozmowę z pizzerią (jakkolwiek to brzmi..).
- Ej dobra, to co robimy? Bo zanim przywiozą tą pizzę minie pół godziny, a jest 14 z groszem, to w telewizji pewnie nie ma żadnych ciekawych filmów, może po prostu pogadajmy albo włączmy coś w internecie. O albo wiem! Możemy... - mówiła szybko Bee, ale się wyłączyłam. Ona jest taka od zawsze, a przynajmniej od kiedy ją poznałam-zawsze dużo i szybko gada, często ma tysiąc pomysłów na sekundę i ogólnie, prościej rzecz ujmując, powiedzmy, że jest szalona. Ale ogólnie ta dziewczyna skrywa też w sobie drugą osóbkę (i nie, nie chodzi mi o to, że jest w ciąży). Ogólnie jest wrażliwa i łatwo ją zranić. Chyba dlatego jesteśmy BFF. Ja na zewnątrz jestem chyba bardziej czuła, potrafię zakochać się na zabój, a potem przez to cierpieć. Ale potrafię też być szalona, to własnie moje drugie ja. A z kolei Blacky na zewnątrz jest szalona, a w środku czuła i delikatna. Tak, właśnie dlatego-dopełniamy się wzajemnie.
- Hej, Amy, halo! A ty co myślisz? - wyrwał mnie z zamyśleń głos Nialla i fakt, że potrząsał moją ręką.
- Ja? No ja, to ogólnie myślę, że fajnie byłoby mieszkać w Ameryce, ale za bardzo kocham Anglię, żeby tam na stałe wyjechać. Ale dlaczego? - powiedziałam pierwsze co mi przyszło na myśl, nie wiedząc o co właściwie mnie zapytano. Wszyscy zaczęli się ze mnie śmiać.
- Hahaha, dziewczyno, o czym ty myślisz? - zapytał Harry, "przypadkowo" przenosząc wzrok ze mnie na biust Blacky.
- A o czym ty myślisz Loczku? Nie ładnie tak po prostu gapić się na czyjeś cycki! - odpowiedziałam mu, a ten się zarumienił i zaczął tłumaczyć:
- Co, ja nie... Ja tylko czytałem napis na koszulce. "QUEEN BEE", hehe, zabawne, zupełnie jak wtedy, kiedy byłaś kapitanem cheerleaderek.
- Dostałam tą koszulkę od dziewczyn z zespołu na koniec szkoły. - wyjaśniła Bee.
- Przysięgam, tylko czytałem. - zarzekał się Styles. Hahaha, uwielbiam wprawiać ludzi w zakłopotanie, myślę, że to takie moje małe hobby.
- Jasne, jasne. - dodałam, złowieszczo się do niego uśmiechając.
- Ej, wiem, mam super genialny pomysł! - krzyknęła nagle Blacky. - Obejrzyjmy One Direction funny moments 2010!
-  Czasy X-factora!
- Wspomnienia! - zaekscytowali się chłopcy.
- Dobra, gdzie tu jest jakiś laptop czy coś? - zapytała po chwili.
- U mnie w pokoju. - odpowiedział Harry. Minęła chwila zanim zakumał: - Aaa, to mam go przynieść, tak? 
- I po raz kolejny tego dnia, brawo Sherlocku! - odpowiedziałam. Loczek zniknął, wracając po chwili z laptopem pod pachą. Blacky wyszukała na youtube to czego szukała i zaczęliśmy oglądać.
http://www.youtube.com/watch?v=2hLa6nSFBGc
Ich miny były w tym momencie bezcenne, co chwila śmiali się z siebie, komentowali ich wyczyny, itp.
No proszę, jak dzień z porannej-porażki może się przemieniać w popołudniową-radość. Właśnie to czuję, kiedy z nimi jestem. I dokładnie to samo czułam, kiedy cztery lata temu spędzałam dni na śmianiu się z Niallem. Po prostu szczęście w czystej postaci!

************
No i co sądzicie o tym rozdziale? Błagam, komentujcie ktoś! ;) 
P.S. Dziękuję Ci Skittles and The Cookie, moja kochana #1 czytelniczko!

środa, 5 lutego 2014

3◇Impuls.

Amy
Jest 5 nad ranem, a ja nie mogę zasnąć, rozmyślając o tym co się dzisiaj wydarzyło. Czy na prawdę zakochałam się w Zaynie? W sumie to go nie znam, ale jednak coś mnie do niego ciągnie. To straszne. Takie uczucie i nie wiedza, co w danej sytuacji mam zrobić. Może na początek poznać go lepiej? Czy wtedy będę miała pewność co do moich uczuć? Chyba trzeba spróbować, żeby się przekonać...
***
Przez następne dwie godziny nie mogłam usnąć. Ciągle męczyły mnie różne myśli. W końcu na zegarku wybiła 7 rano i postanowiłam wstać. Po cichu zeszłam na dół, kierując się do kuchni.
- Już nie śpisz? - usłyszałam głos Zayna, przez co przeszły mnie ciarki. W sensie, że się przestraszyłam, a nie przez jego (cudowny, głęboki, genialny) głos.
- Powinnam spytać cię o to samo. - odpowiedziałam i się uśmiechnęłam. Wcześniej myślałam o tym, jak się zachowam kiedy go rano zobaczę. Myślałam, że będę się denerwować, a jednak czuję się zupełnie swobodnie. To chyba dobry znak, nie?
- Ostatnio jakoś tak mam, że budzę się przed siódmą. Codziennie. To chyba dziwne, nie? - odpowiedział mi, tym samym wyrywając z zamyślenia. 
- Ja nie wiem, czasami tak się dzieje... Ludziom... - brawo Amy, to dopiero 'inteligentna' odpowiedź... W myślach strzeliłam facepalma, ale Zayn chyba nie zwrócił zbytnio uwagi na sens tego zdania.
- No to co ty tak wcześnie robisz w kuchni? - zapytał. 
- Nie mogłam zasnąć przez całą noc i po prostu postanowiłam już wstać. 
- Aha.. To chyba masz gorzej niż ja, bo ja przynajmniej śpię. - tu się zaśmiał.. - Chcesz kawę? - zapytał po chwili, odwracając się w stronę czajnika. Tak swoją drogą to świetnie wygląda tak bez koszulki... - Amy, halo? - zaczął machać mi ręką przed twarzą. 
- Hę? - mruknęłam nieogarnięta.
- Pytałem czy chcesz może kawę?
- A, to tak, chętnie. Taką z dwoma łyżeczkami cukru i mlekiem.
- Już się robi. To będzie 5 funtów. - zażartował i zaczęliśmy się śmiać. 
- Masz ładny uśmiech, wiesz? - czy ja to powiedziałam na głos? Ostatnio coś zbyt często zdarza mi się mówić co pomyślę... Cholera.
- Dziękuję... - odpowiedział trochę zmieszany. Spojrzał mi w oczy, a odległość między nami zaczęła się coraz bardziej zmniejszać... Z jednej strony tego nie chciałam, ale z drugiej bardzo pragnęłam.. Odległość zmniejszyła się aż za bardzo, bo skończyło się tak, że się pocałowaliśmy.. 
- Przypomniało mi się, że muszę już iść, pa! - spanikowałam, nałożyłam szybko buty i wybiegłam na ulicę. 
- Nie, Amy, zaczekaj! - usłyszałam jeszcze głos Zayna i wsiadłam do taksówki. No i co ty wyprawiasz Amy?
*** 
Zayn
Nie jestem pewien, co się właśnie stało. Amy. Pocałowałem ją.. Ale sam nawet nie wiem dlaczego, taki nagły impuls. Cholera, wszystko rozwaliłem! Było się debilu na nią od razu nie rzucać, teraz się do ciebie pewnie nie odezwie! - skarciłem się w myślach.
- Hej Zayn, nie wiesz gdzie jest Amy? - zapytał Niall, który właśnie pojawił na dole. Tak swoją drogą co on tu tak wcześnie robi? Akurat w tej sytuacji..
- Pojechała do domu. - odpowiedziałem krótko. 
- Bez torebki i kurtki? - zdziwił się, zauważając jej rzeczy na wieszaku.
- Ej Niall, czy ona ci się podoba? - zapytałem prosto z mostu, ignorując jego pytanie. Wiem, że to najlepsi przyjaciele, ale wczoraj miałem wrażenie, że czasami spogląda na nią w TEN sposób.
- Ona... ona i ja to tak wiesz, no nie że coś, ale.. - zaczął mówić coś bez sensu, ale mu przerwałem.
- Bo mi się chyba podoba. - powiedziałem całkowicie szczerze. Podoba mi się, ale ja jej najwyraźniej nie. A może warto by chociaż zacząć od przyjaźni? Albo jeszcze inaczej! Zacznę od przeproszenia jej. - Niall, gdzie ona mieszka? - zapytałem chyba trochę zdziwionego przyjaciela. Podał mi adres i pobiegłem do samochodu. Amy, zacznijmy od początku. 
***
No i oto kolejny rozdział. Co o nim myślicie? Wiem, jest krótki i w sumie mało w nim sensu, ale musiałam go po prostu napisać, tak żeby wszystko było zgrane. Obiecuję, że następny wstawię już niedługo i będzie dłuższy i ciekawszy!
PLEASE, KOMETUJCIE!

poniedziałek, 6 stycznia 2014

2◇Old,good days.

Pod podany przez Nialla adres dojechałam o 17:40, przez panujące w mieście korki. Jakoś rozbolał mnie brzuch. To chyba z nerwów.  Choć to dziwne, przecież przy Niallu zawsze czułam się swobodnie, a teraz denerwowałam się spotkaniem właśnie z nim...
Wysiadłam z taksówki i podeszłam do ogrodzenia. Zadzwoniłam domofonem przy furtce i po krótkiej chwili otworzył mi ochroniarz. Wywnioskowałam to z napisu na jego koszulce - "STUFF".
- A pani to kto? - zapytał grubym głosem. 
- Amy Cansey. Ja do Nialla. - odpowiedziałam, trochę zdziwiona tym pytaniem.
- Paniusiu, do Nialla to mnóstwo fanek tu przychodzi. Proszę odejść. - odpowiedział. 
- Ale jak to? Odejść? Proszę mnie przepuścić! - powiedziałam i zaczęłam się przepychać w stronę wejścia do domu. Gościu, chyba trochę podenerwowany wziął mnie na ręce, przewiesił przez ramię i zaczął wynosić z posesji.
- Hej, puszczaj mnie! - zaczęłam się wyrywać. 
- Jak tylko znajdziemy się na ulicy. - odpowiedział i dalej szedł w stronę wyjścia. 
- Zaczekaj chwilę! Mogę udowodnić, że byłam zaproszona.
- No to proszę bardzo. - odpowiedział, ale mnie nie puścił. Przewieszona przez jego ramię, sięgnęłam do kieszeni, wyciągnęłam z niej telefon i zadzwoniłam do Nialla.
- Hej Niall, tu Amy. Słuchaj, mam mały problem. Mógłbyś po mnie wyjść przed dom?
- A.. No oki. Już idę. - odpowiedział blondyn i kilka sekund później usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi.
- Ej Bob, puść ją! - krzyknął Irlandczyk do ochroniarza, na co ten od razu mnie odstawił.
- Mówiłam... - powiedziałam do Boba i weszłam z Niallem do środka. 
- Przepraszam za niego, zapomniałem powiedzieć, że przyjdziesz.
- Spoko, jakoś sobie poradziłam. - odpowiedziałam i się zaśmiałam.
- I w ogóle cześć! - powiedział i mnie przytulił. 
- Ehh, Niall, kiedy my się ostatnio widzieliśmy? No, oczywiście nie licząc wczoraj... - zaczęłam rozmowę,  kiedy mnie puścił. 
- No nie wiem, chyba z 4 lata temu. Ale wtedy młodziaki byliśmy, haha, a ty to w ogóle. 
- Haha, ale to były czasy! Pamiętasz, jak na matematyce uczyłeś mnie śpiewać narodowe irlandzkie piosenki?
- Haha, tak, pamiętam, nauczycielka się wtedy mocno wkurzyła i później całe popołudnie siedzieliśmy w kozie.
- Nadal śpiewając! - tu zaczęliśmy się śmiać, przypominając sobie stare, dobre czasy. Niall zaczynał coś mówić, ale przerwał mu Liam głośnym chrząknięciem.
- A tak, właśnie. No więc,  chłopaki, to Amy, Amy, to chłopaki. - przedstawił nas sobie.
- To może usiądź sobie czy coś,  a nie tak stoicie przy drzwiach. - zaproponował Zayn. Tak też zrobiłam, klapnęłam sobie na kanapie koło Harry'ego. I nastała niezręczna cisza.
- To skąd wy się właściwie znacie? - odezwał się Louis. Spojrzałam się na Nialla, on spojrzał się na mnie i wzrokowo ustaliliśmy, że to ja mam opowiadać. 
- Moja mama dostała kiedyś pracę w Mullingar i się tam przeprowadziłyśmy. No i byłam z Niallem w jedej klasie i tak się jakoś zaprzyjaźniliśmy. - opowiedziałam.
- No a później Amy wyjechała... - dokończył Niall.
- No tak, wyjechałam. - potwierdziłam.
- Ale jak to? - zaciekawił się Liam.
- Moja mama dostała lepszą posadę w Szkocji i musiałam wyjechać. - wyjaśniłam.
- Aha. Yhym.
- Te Amy, a pamiętasz jak byliśmy kiedyś na takich wielkich rurach koło osiedla? - zaczął Niall.
- Taaak, pamiętam to! Spadłam z tej rury prosto w wielką kałużę błota, a ty zamiast mi pomóc to się śmiałeś!
- No i za to dostałem! 
- Hahaha, no tak, ale należało ci się! - tu smialiśmy się głośno,  a chłopcy spojrzeli się na nas pytająco.
- Wciągnęłam go w tą kałużę... - wyjaśniłam. 
- Byliśmy cali w błocie,  musielibyście zobaczyć minę mojej mamy jak wróciliśmy! - powiedział blondyn i zaczął parodiować twarz jego mamy w tamtej sytuacji. Wszycy mieli z tego ubaw.
Tak nam mijał wieczór - wspominaliśmy z Niallem czasy z Mullingar, gadałam też dużo z resztą.
- Która to godzina? - zapytałam po dłuuugim, długim czasie spędzonym u chłopaków. 
- Wow, jest pierwsza w nocy! - odpowiedział mi tak samo zdziwiony Zayn.
- O kurde, no to chyba wypadałoby spadać. Dziękuję chłopcy za świetny wieczór, ale przyjaciółka pewnie na mnie czeka, muszę lecieć. - powiedziałam szybko i zaczęłam szukać mojej torebki. 
- Amy, no chyba nie zamierzasz wracać teraz do domu? - zdziwił się Liam.
- Tak, właśnie zamierzam. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. 
- Ale nawet nie ma mowy, jeszcze coś ci się stanie! - zaprotestował Louis.
- Chłopaki, dajcie spokój. Nie mogę tu zostać,  tylko problem bym stanowiła... - odpowiedziałam. No tak, ulice Londynu nocą potrafią być niebezpieczne, ale przecież nie mam 9 lat, dam sobie radę.
- Ej nie, Amy, oni mają rację,  jeszcze coś by się stało. Przespij się tutaj, a rano wrócisz do domu. Żaden problem. - odezwał się tym razem Harry.
- Ehh, no dobra... - zgodziłam się w końcu. - Ale prześpię się tu, na kanapie, żeby nie robić problemu. - dodałam po chwili.
- Amy, daj spokój, ta kanapa się nawet nie rozkłada. Możesz przecież spać u mnie. Tak jak wtedy, kiedy twoja mama musiała wyjechać w delegacje. - powiedział Niall.
- Tak, pamiętam, nie spaliśmy całą noc i później w szkole przysypialiśmy na każdej lekcji.. - przypomniałam sobie daną sytuacje. - Nie do wiary, że po zaledwie paru miesiącach byliśmy dla siebie jak rodzeństwo. - pomyślałam na głos i uśmiechnęłam się do blondyna.
- No.. A teraz siostro idziemy spać! - krzyknął i przewiesił mnie przez ramię. 
- Nie, Niall, puszczaj! Już mnie dzisiaj tak nosił wasz ochroniarz, starczy wrażeń jak na jeden dzień! - krzyknęłam, wyrywając się. - Sama też dam radę wejść po schodach. - powiedziałam, kiedy mnie odstawił. Ale los chciał inaczej i wchodząc na górę,  potknęłam się już na czwartym stopniu. Spadałam prosto na podłogę, ale w ostatniej chwili złapał mnie Zayn.
- Chyba jednak sama nie dasz rady. - zaśmiał się, trzymając mnie w ramionach. Dopiero zauważyłam, jakie ma ładne oczy. Amy, ogarnij się, zostaw jego oczy w spokoju. - skarciłam się w myślach. Ale co ja za to mogę, po prostu zakochałam się w tych jego orzechowych ślepiach. Ale czy tylko w nich?

***

Witam z powrotem ludzie! Oto oddaje wam w posiadanie rozdział numer 2. Zapraszam do komentowania, bardzo chciałabym znać Waszą opinię! ;*